2004 SCichocki KONTROFENS BŁĘDNYCH RYCERZY.pdf
JTruszkowski w Rastrze_esej.pdf

Tekst Jerzego Truszkowskiego ze zmianami Pr. Kwieka. Do tego tekstu nawiązywał "Raster".

==============

Przemysława Kwieka radykalne poetyki rewizjonizmu

(Przemysław Kwiek; Appearance 96; „Radykalne poetyki Rewizjonizmu”, Galeria Kronika w Bytomiu, styczeń - luty 2004)

Wystawa pokazuje jeden z aspektów twórczości Przemysława Kwieka, bardziej fabularny, tematyczny, doraźny. Nie pokazuje jego dokonań z okresu 17 lat pracy w duecie KwieKulik (1971 – 1988) ani jeszcze wcześniejszych dokonań, w tym jego legendarnego dyplomu, wprowadzających oryginalnie wypracowany procesualny medializm do tradycyjnych Sztuk Pięknych: nie ukazuje więc pracy nowatora nad formą i metodą. Nie pokazuje wczesnych dokonań, w których Kwiek wprowadzał Działanie jako Dzieło — „zachowującą się”, Działającą, dokumentowaną w procesie twórczym fizyczną osobę człowieka-artysty w konkretnych uwarunkowaniach (kontekstach). [Kursywą określenia wprowadzone do sztuki i używane przez Przemysława Kwieka i KwieKulik.]

„Innovators” to termin funkcjonujący na Zachodzie jako osobne, cenione, pełne prestiżu określenie niektórych twórców i naukowców — na ich sposoby i rezultaty aktywności. Co jakiś czas „Time” poświęca znaczny obszar swojej cennej objętości i kolor na prezentację sylwetek tych ludzi i prezentację ich dokonań (Innovators design, July 17, 2000; Innovators science, August 7, 2000.). Nic podobnego w Polsce! A daty przedsięwzięć Kwieka, jako współlidera, szokują wszędzie na świecie równoległością historyczną i wagą antycypacji nowoczesności (filmy: „Działania z rzeźbą” 1970, „Forma Otwarta” 1971, „Działania w studio TV” 1972). Zacytuję tu fragment propozycji udziału Kwieka na Biennale w Wenecji zgłoszonej w roku 2001 i 2003 przez anonimowego specjalistę (na razie anonimowego; nie jestem nim ja), który też używa tego terminu. W obu wypadkach projekty odrzuciły Ministerialne Komisje, w ostatnim 2003 — bez rozpatrywania!!!
Na bytomskiej wystawie zobaczymy dzieło-reakcję Kwieka wraz z całą dokumentacją jego krzyżowej drogi odwołań dotyczących tego nie rozpatrywania — „Gawno w Ministerstwie Kultury i Jego Komisjach”.

Oto ten cytat:
„„Dzisiaj jest już pewne, że Przemysław Kwiek zaczął już ponad 30 lat temu proces „przyłączania Polski do Europy”, jeśli mowa o Sztuce. Nie wydaje się tu celowe, jak mi się zdaje, drobiazgowo wykazywać i udowadniać, że jest On artystą wybitnym i znaczącym — bo jest — jest też autentycznym nowatorem na terenie tzw. Sztuk Plastycznych: pierwszy dając ich kontynuację „w procesie dokumentowanym” — z tradycji klasycznego kształtowania w Sztukach Pięknych — do kształtowania w Sztukach Pięknych, ale przy udziale nowoczesnych mediów — z tego konsekwencjami. Znaczy to, że mimo iż nowator, w odróżnieniu, uznaje i wplata w swoje dzieła i Działania klasyczny, historyczny dorobek „najlepszych i funkcjonalnych kompozycji”… W połączeniu z „pokazem egzystencjalnym” daje to wartości, które są od wieków i będą wartościami — zawsze i wszędzie. Pod jednym warunkiem, jeśli o pokaz egzystencjalny chodzi: Leopold Tyrmand w Dzienniku 54 pisze: „Powiedział (Zbigniew Herbert), że spodziewa się po mnie bezlitosnej szczerości, i że tylko szczerość to conditio sine qua non przedsięwzięcia, i że nawet najbłahszy dziennik pensjonarki staje się pasjonujący poprzez szczerość, bowiem nie ma w literaturze rzeczy bardziej pochłaniającej ludzką uwagę niż wysiłek zapisania tego, co szczere. I że tylko dekoratywność uczuć i myśli jest źródłem nudy.” Tak — wszystko, co Kwiek zrobił jest szczere: bezinteresowne, nie komercyjne, nie koniunkturalne, bezkompromisowe. Są na to dowody, jednym z nich jest jego kondycja osoby — na marginesie, w strukturalnym niedostatku — znakomitego profesjonalisty!...””

Codziennie umysły miliardów ludzi poddawane są masażowi wizualnemu i werbalnemu. Za pomocą reklam, filmów i programów publicystycznych w świadomość „wmasowywana” jest konieczność kupowania licznych niekoniecznie potrzebnych produktów, „wmasowywane” są schematy postępowania i mówienia, „wmasowywane” są poglądy. Konsumentom produktów, naśladowcom wzorców zachowań i biorącym udział w wyborach politycznych mówi się, że stoją przed całym wachlarzem możliwości. W to wierzą i ta wiara jest jedną z wielu „klisz mentalnych”, poprzez które naświetlane są umysły — jak papier fotograficzny pod powiększalnikiem.

Kwiek rewiduje te klisze, poglądy i zachowania. Jest rewizjonistą. Przewrotnie zawłaszcza termin, który jeszcze niedawno miał znaczenie partyjnej anatemy, a do dzisiaj ma — ekskomuniki. Rewiduje — czyli spogląda na nie jeszcze raz. Łacińskie „re-videre” — to znaczy jeszcze raz zobaczyć. Przygląda się im uważnie. Odkrywa to, czego konsumenci nie chcą zobaczyć, a co ujawnia się w krytyczniej analizie. Stopień uzależnienia od klisz, kopiowania ich poprzez zachowania i słowa, wcale nie musi zależeć od formalnego wykształcenia. Ktoś, kto sam tworzy „klisze kulturowe”, kto decyduje o tym, co jest sztuką i o tym, jaka jest wartość (kulturowa i finansowa) danego dzieła, tzw człowiek wykształcony — wcale nie jest odporny na ostinato uderzeń banalnego, reklamowego stempla. Jako artysta i były barman doświadczyłem kontaktów z artystami lub z ludźmi piszącymi teksty nt dzieł sztuki, pełniącymi odpowiedzialne funkcje w wielkich instytucjach Kultury, którzy powtarzali „jak najęci” slogany pochodzące z reklam piwa.

„Coca Cola musi być złym napojem, skoro musi się ją aż tak reklamować by była pitą. And Pepsi too”. Bo dobry produkt plus konsument o wykształconym smaku zdolny ustalać i wyrażać prawdę nie wymagałby tak nachalnej zmasowanej reklamy. To logika zapomnianego zdrowego rozsądku. Kwiek uważa reklamy za zbędne w ogóle – powinny być zastąpione rzetelna informacją o składzie i właściwościach produktów. Kwiek pyta czasami: Czy w chwili śmierci moja świadomość musi być narażona na to, że mój mózg będzie produkował wspomnienia reklam lub upartych a jałowych refrenów, zamiast np. wspomnień o mojej Babce, Matce, czy chwilach moich euforycznych uniesień? Kwiek zwraca uwagę, że uparte wielokrotnie powtarzane bodźce zmysłowe powodują tworzenie się stałych chemicznych połączeń synaptycznych w mózgu. Niezależnie od naszej woli reklamy kształtują nasz mózg. Kwiek chce oglądać telewizję, ale chce by była to telewizja wolna od reklam. Jeżeli miałby płacić za oglądanie telewizji, to jedynie wtedy uznałby to za słuszne, gdyby była to telewizja zgodna z jego oczekiwaniami. Denerwuje go powierzchowność informacji i dyskusji, krótkie wywiady, nieciekawe filmy przemieszane z reklamami w polskich darmowych stacjach (w te święta nie było w telewizji ani jednego atrakcyjnego filmu, który by kiedyś nie był już pokazywany!). Dlatego najchętniej wybiera takie (darmowe!) programy, jak poświęcone sztuce w Bayerische Rundfunk, czy oświatowe w Bayern Alfa (zna niemiecki, angielski i rosyjski).

„Czy do Pedigree Pal nie dodaje się mięsa z padłych psów? And kotów too” pyta Kwiek w innym z obrazów. No właśnie — te same produkty tych samych (głównie amerykańskich) korporacji reklamowane i sprzedawane są na całym świecie. Tak zwany wolny handel narzucany światu prowadzi głównie do monopolizacji rynku globalnego. Pozornie mamy możliwość wyboru, ale przy bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że wybieramy między takimi samymi produktami dwóch koncernów (to jest bipolizacja), a potem okazuje się, że większość rynku opanowana jest przez jeden z tych dwu koncernów (to już monopolizacja).

Najnowszy cykl obrazów artysty poddaje krytyce nie tylko mechanizmy reklamy. Kwiek ironizuje nt sloganów politycznych, klisz propagandy byłego „realnego” socjalizmu — złośliwie, bo po latach zastosowanych do obecnych „prawidłowych” już realiów obecnego – jak go nazywa - pseudokapitalizmu, o który tak ofiarnie i masowo wszyscy Polacy walczyli, jak się dzisiaj okazało. Przygląda się uważnie obrazom i słowom, tym „wielkim” i tym z języka potocznego. Czasem wydaje się, że ironia jego posunięta jest tak daleko, że nas samych stawia w kłopotliwej sytuacji, gdyż może powinniśmy wysnuć jakieś wnioski...

W 1991 roku Kwiek namalował pierwszy z obrazów tego cyklu (składającego się na razie z 12 obrazów). „Precz z Husajnem, niech żyje Bush. And Clinton too”. Jak się czujemy po tych 12 latach — gdy wiemy o ofiarach drugiej wojny o ropę w Iraku, ile amerykańskich filmów obejrzeliśmy w kinie i telewizji, ile wypiliśmy polskiego piwa wyprodukowanego w browarach należących do amerykańskich koncernów, ile zjedliśmy czekolady produkowanej w polskich zakładach kupionych przez amerykańskie koncerny (za jedną dziesiątą wartości)? Guinnessowa aktualność (jak aktualność rekordu zapisanego w księdze Guinnessa) tego obrazu właśnie się skończyła, choć będzie jeszcze trwać do śmierci dyktatora, który, choć to małe piwo przy „dyktacie” Stalina, wart był wojny. Stalin nie.

Kwiek spogląda jeszcze raz, poddaje „re-wizji” naszą sytuację. Planuje kadr o wym. 50 x 60 cm — takie wymiary ma największe możliwe do uzyskania w domowej ciemni zdjęcie czarno-białe — umieszcza w nim niewinnie słodkie kwiatki namalowane z natury olejno z dobrą wolą i z całą wiedzą ucznia członka Bractwa św. Łukasza. I Leonarda da Vinci (autorytetu Kwieka, gdy był nastolatkiem). Ten kadr umieszcza w większym kadrze obrazu. Kadr w kadrze, obraz w obrazie. Kwiek fotografuje się w trakcie malowania. Artysta tworzący kadr umieszcza siebie w kadrze fotografii. Dystansuje się od każdego tworzonego kadru. Obserwator, który jeszcze raz spogląda, przypatruje się problemowi, który wywołuje (czyli kontempluje, medytuje).

To metoda wypracowana w roku 1970, gdy Zofia Kulik fotografowała nie tylko performance Przemysława Kwieka, ale i szerszy kadr. Fotografowała Przemysława filmowanego w trakcie performance przez jego brata Pawła. W latach 1972-1974 fotografowała kontekst sytuacyjny, w którym Przemysław fotografował kompozycje, w których skład wchodził niedawno urodzony ich syn Maksymilian Dobromierz (Działania z Dobromierzem). Wówczas Kwiek i Kulik pracowali w duecie artystycznym sygnując swe dzieła jako KwieKulik. Obecnie ich syn jest doktorem teorii ekonomii, a „maksymalne dobro mierzył” w USA, gdzie doktoryzował się i gdzie urodził się jego syn. Teraz „dobro liczy” na Uniwersytecie Southampton pod Londynem, gdzie pracuje. Przemysław chciałby teraz umieszczać to dziecko swego syna w kompozycjach podobnych do tamtych sprzed 30 lat. Pewne elementy tych kompozycji zapewne zostałyby zmienione. Ironiczne odniesienia do socjalistycznego realizmu zostaną zamienione na odniesienia do tresury kapitalistycznej... Dziecko włożone do muszli klozetowej nie będzie patrzeć na czerwoną tkaninę (czerwony sztandar) położoną na podłodze (jak na kolorowym przeźroczu z roku 1973), ale zapewne na 4 zielone Statuy Wolności z poderżniętymi gardłami albo na olejny obraz eksplozji z 11 września z podpisem: „Atak Amerykański na wieżowce w Kabulu”

Przemysław „mierzy dobro” w Polsce. Tu i teraz. Starym, ale sprawnym — jak Nowojorskie Metro — rowerem jedzie na targ w Łomiankach (gdzie mieszka), by kupić warzywa tańsze prawie dwukrotnie niż na ulicy Hożej w Warszawie, gdzie mieszka matematyczny logik i artysta Jan Piekarczyk, znawca jego sztuki. Czasem stoi z własnymi obrazami na tym targu, podając ich nierealnie wysokie (jak na targ) ceny. To jego „zachowania” artystyczne wynikłe ze strachu przed nędzą określane tytułem „Awangarda bzami handluje”. Konsekwencja zachowań „Awangarda bzy maluje” — inaczej: „Udawanie Van Gogha”. Bo tylko takie udawanie, poświadczane zdjęciami (siedzi zgarbiony malarz w kapeluszu w plenerze przed sztalugami) jest w pełni zrozumiałe i akceptowalne jako „praca” artysty przez różne warstwy społeczne wychowane na odżywkach kulturalnych dostarczanych przez panienki medialne z „błyszczących supermarketów”. Czasem stoi tam z jednym z obrazów z najnowszego cyklu, na którym znajduje się napis „Datków poniżej 1000 złotych nie przyjmuję”.

Odwiedza z konieczności różne urzędy. Od Rejonowego Urzędu Pracy do Ministerstwa Kultury. W ubikacji pierwszego urzędu znajduje kibel zatkany fekaliami, co staje się pretekstem do monumentalnej instalacji „Gówno w Rejonowym Urzędzie Pracy” z 4 poderzniętymi flagami Polskimi (kierowane przez Małgorzatę Winter - najodważniejszą dyrektorkę w Polsce - Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy w 1994 roku, Galeria Domu Artysty Plastyka przy Mazowieckiej w Warszawie w 1998 roku). W drugim urzędzie znajduje metaforyczne „gawno”, rosyjskojęzyczną nazwę tej substancji, skierowującą nasze skojarzenia na anty-ludzką tradycję naszego wielkiego sąsiada gnieżdżącą się gdzieniegdzie jeszcze w Polsce.

Poetyki bywają rozmaite. Łagodne i miłe, drapieżne i okrutne, awangardowe i eksperymentalne, tradycyjne i zachowawcze. Kwiek wybiera poetyki radykalne. Radykalne poprzez zestawianie poetyk niezestawianych dotychczas. Dotyczy to poetyk zestawianych poprzez zabieg „kadru w kadrze”. Dotyczy również „nakładania” poetyk, zarówno „wydzielanych” przez przedmioty-znaki, jak i Działającą osobę Artysty — poprzez nakładanie metalowych, zardzewiałych krat na podobrazia, a następnie dokumentowanego malowania pejzaży w plenerze poprzez kraty. W ten sposób Kwiek poddaje rewizji sposób powstawania dzieła malarskiego (powstawania fizycznego i mentalnego), poddaje rewizji sposób istnienia i odbierania „salonowej dekoracji”, jaką łatwo stają się nie tylko pejzaże, ale i obrazy abstrakcyjne. Te ostatnie Kwiek bierze na warsztat w innym cyklu „Sztuczne ognie nad Warszawą (1997) próbując namalować niedające się namalować wybuchy fajerwerków na niebie.

Obrazy Kwieka nie są łatwą abstrakcyjną dekoracją nad biurko lub kanapę, czy atrakcyjnym tłem dla krawatów polityka. Radykalna poetyka przypominania o przykrych sprawach to uniemożliwia. W najnowszym cyklu niewesołe ironiczne teksty mieszają się z obrazami kwiatów należącymi do miłej i lubianej konwencji stylistycznej realistyczno-impresjonistycznej. W wyniku zderzeń przekazów werbalnych i wizualnych powstają zamierzone przez artystę „zgrzyty” mentalne, co sprawia, że nie są to dzieła „łatwe, lekkie i przyjemne”, mimo że zawierają w sobie żądny posiadania świetnie malowany kawałek ogrodu (Bożena Zagórska w „Trybunie” z 17. lutego1998 roku pisała: „„…I wreszcie zapowiedziane w zaproszeniu pełne krwawej ironii „Awangarda bzy maluje”. I te nie duże obrazy w całości pokryte kwiatami, jarzębinami są przepiękne. Rzadko się zdarza widzieć tak malowane kwiaty. Świadczą o talencie Kwieka i zapewne o zacofaniu tych, którym się to podoba…””).

W cyklu 40 obrazów malowanych na samym początku lat dziewięćdziesiątych w plenerze poprzez kraty artysta zastosował zabieg skrajnie radykalny. Ze spojeń krat „wyrastają” druty kolczaste (dospawane druty jak pędy wyrastające z gałęzi). Druty pomalowane są zgodnie z kolorystyką pór roku, ich wielkość i charakter zgodna jest z cyklem wegetacji. Jasno-zielone i króciutkie wiosną, zielone i długie latem, brązowe i pogięte jesienią i wreszcie białe i skłębione zimą. Ta radykalna poetyka zasadzona została na wcześniejszej, jeszcze bardziej radykalnej.

W 1985 roku podczas performance „Festiwal Inteligencji” KwieKulik na ścianach warszawskiej Pracowni Dziekanka zamiast obrazów zawisły zespawane przez Kwieka zardzewiałe kraty. Czym jest obraz na ścianie? Status przedmiotu jako dzieła sztuki wynika z konwencji. Kwiek poddał w ten sposób rewizji przyzwyczajenia widza, które (to pewnik po latach) tak głęboko upośledziły materialnie autora-nowatora. Uwięzieni w konwencjach skazujemy kreatywność, mądrość i dobro na degenerację i uwiąd. Kto dysponuje aparatem upowszechniania i upowszechnia te konwencje, ogranicza naszą wolność. Kratami realnymi Kwiek nam o tym przypomina. Boleje nad oporem materii — a materią człowiek „nie artysta” jest — przedstawiając płaczącego łańcuchami Boga. Z nieba spływa deszcz (łez-ogniw) z łańcuchów na padół zasnuty mgłą z drutów kolczastych…

„Wobec tego, rewidujemy i rewidować będziemy wszystkie dotychczasowe formy i układy w pionie Kultury i Sztuki!” („Robotnik Sztuki” nr 1, Elbląg 1972). To cytat z pisma Kwieka [i Kulik] do dysponentów miejsca z dn. 14 lutego 1972 r., projektu pracy nowej placówki powstającej w miejsce byłego „Salonu Debiutów” przy Uniwersytecie Warszawskim. Kwiek i Kulik byli współkreatorami aktywności tego miejsca — „Galerii”, istniejącego krótko, ale działającego niezwykle właśnie nowatorsko, jeszcze zanim zaczęła funkcjonować tu Galeria Repassage z zupełnie innym programem.

...Raz niedawno widziałem jak Kwiek autentycznie się rozpłakał. Płakał, jak kiedyś jego syn-niemowlę, gdy poczuło zimno przy bryłach lodu z zamarzniętej Wisły, którymi go rodzice obłożyli (i książkami m.in. Kotarbińskiego, Wittgensteina, Nowakowskiej, Heinego), by uzyskać w mózgu maleństwa parę nowych, oryginalnych neuronów i powiązań w ich sieci oraz kolejny czaso-skutek estetyczny wraz z jego odbiciem na kolorowym przeźroczu. „Dlaczego, coś ty?” spytałem go całkiem zbity z tropu (jak co miesiąc od ponad 10 lat szedł właśnie „na bezrobocie” podpisać oświadczenie, pod rygorem utraty statusu bezrobotnego, co spowodowało by z kolei utratę opieki medycznej, że nie zarobił więcej niż 300 zł). Chwycił mnie za rękę i zawołał: „Stój, patrz!”. Zatrzymaliśmy się przed mijanymi właśnie czterema pojemnikami z napisami: plastik, szkło, papier, szmaty. „Widzisz te napisy? Głowy, ręce, nogi, niemowlęta?”. Pokazuje palcem kolejne kontenery. „Ten pełen ludzkich głów, w tym kupa ludzkich rąk, aż wystają, patrz, jedna coś trzyma w dłoni…w tamtym upchane nogi, a w prawym zbitka z martwych dzieci...”. Byłem rezonującym świadkiem wielu takich „obnażeń” Kwieka, mistrza procesu i pesymizmu. Czy widzowie jego sztuki znajdą się na moim miejscu, gdy zdecydują się zobaczyć tę niezwykłą wystawę — pełną pasji i lewitujących kreacji?...

A na koniec podzielę się dobrą radą. Kupujcie kraty stalowe Kwieka póki tanie. Im więcej osób będzie kraty Kwieka kupować, tym dłużej tanie zostaną. To bardzo dobre profesjonalne płaskorzeźby, kunsztownie i niepowtarzalnie komponowane krok za krokiem metodą Działań Kwieka (następna do poprzedniej). Taka krata, odpowiednio dobrana do wnętrza wspaniale i całkowicie to wnętrze „ustawi”, a Ty, wtedy naprawdę zaczniesz cieszyć się wolnością. Sprawdzone!

Jerzy Truszkowski (Warszawa, grudzień 2003 roku).