SZTUKA KRYTYCZNA – REWIZJA

dyskusja panelowa w Galerii XX1;
uczestnicy: Przemysław Kwiek, Jan S. Wojciechowski, Sławomir Marzec;
11.03.2015, 18:00


rewizjajpg

Od lewej: Sławomir Marzec, Przemysław Kwiek, Jan S. Wojciechowski; w tle obrazy S. Marca; fot. Pr. Kwiek


Wypowiedź Przemysława Kwieka:

„Na początku pokaże trochę materiałów dotyczących »Sztuki Krytycznej« [autor podnosi i pokazuje publiczności kolejno książki, które przyniósł z domu, a teraz leżące na stole]:

1. – O Jezu, jaka ciężka! »Księga« zatytułowana »KwieKulik« [pod red. Łukasza Rondudy, Georga Schöllhammera] z r. 2013.
2. – Wczesnego Jerzego Truszkowskiego »Sztuka krytyczna w Polsce. Kwiek. Kulik. KwieKulik. 1967-1998« ze wstępem prof. Stefana Morawskiego, wydana przez Gal. Miejską Arsenał w Poznaniu w r. 1999 – podkreślam – wczesnego Truszkowskiego, bo dzisiejszy niestety sprzeniewierzył mi się.
Otóż w książce wydanej przez Galerię Bielską w r. 2013: »Post Partum Post Mortem. Artyści awangardowi w społeczeństwie socjalistycznym w Polsce 1968-1988. Od Jacka Krokodyla Malickiego do Jacka Mikołaja Rydeckiego«, Truszkowski, »za karę« że nie brał udziału w konstrukcji ww. »Księgi« KK, wykreślił mnie totalnie. A w tej, którą pokazuję teraz i w Jego późniejszych, byłem jeszcze najlepszym artystą-prekursorem na świecie! Smutne to i bolesne dla mnie, zwłaszcza, że jest w niej masa o »artystach wyklętych« (termin PrK), w historii przepadłych.
3. – Karola Sienkiewicza „Zatańczą ci co drżeli – polska sztuka krytyczna”, wydana w zeszłym roku przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej; że tak powiem »przelewająca miarę« terminu »Sztuka Krytyczna« w środowisku »poza układowym«. Chyba główny powód tego spotkania.
4. – To jest katalog zeszłorocznych Szczecińskich 10. Inspiracji, w którym udało mi się zaprezentować »twardą« Sztukę Krytyczną, tj. siebie, Jacka Lilpopa – ostrego krytyka »oficjalnej« »Sztuki Krytycznej« i chyba po raz pierwszy oficjalnie Jacka Adamasa, który co prawda wywodzi się z Kowalni, czyli z głównej kuźni artystów »Krytycznych« w rozumieniu Sienkiewicza, ale też jakoś w jego książce nieobecnego. Może ze względu na to, że jego akcje są tak krytyczne politycznie z »prawa«, że Prezes Kaczyński przy Nim to grzeczny misio, a Sztuka Adamasa to nie Sztuka, tylko (widocznie) polityczne transparenty. O takim opacznym rozumieniu prawdziwej wdg mnie, czyli »twardej« »Sztuki Krytycznej« – że jest ona tylko »cielskiem« i »rewizją krzyża« – jeszcze powiem.
5. – A to, to artykuł Jacka Lilpopa »Rewolucja Arteonu« cz. 1. i 2. wycięty z Gazety Polskiej Codziennej, z lutego 2005 r., zacytuję wytłuszczenie: „…Pismo Arteon pokazuje nam, jak fałszywe są niektóre z czołowych kanonicznych utworów tzw, sztuki krytycznej i ile jest w nich nieprawdy. Obnaża oszukańcze strategie artystycznego parnasu, stawia i poddaje pod dyskusję pytanie, czy nie czas na dekonstrukcję dekonstruktorów…”.
Omówiony jest w nim akceptująco artykuł »Etyczny Nihilizm« Karoliny Staszak, naczelnej »Arteonu«, w którym Ona nie bez racji miażdży moralne i merytoryczne przesłanie znanej, sztandarowej dla »lewackiej« »mafii bardzo kulturalnej« – określenie Moniki Małkowskiej – »Babci« Zbigniewa Libery. Libera jest »gwiazdą« książki Sienkiewicza; zaś Grzegorz Kowalski żałuje ogromnie, że Libera nie był Jego studentem, tak pasuje mu Jego ouvré artystyczny [Karolina Staszak była obecna na tej dyskusji, zabierała po referatach głos, została ostro potraktowana przez obecnego też Kazimierza Piotrowskiego].

Idźmy dalej.
Toczy się walka, może ciągły spór o principia, tzn. o to, co uznamy za Sztukę generującą »pole krytyczne«. Otóż jest spory odłam artystów i teoretyków w Polsce, zresztą i na świecie, którzy nie uznają za Sztukę, za obiekt Sztuki, za Dzieło, np. skargi do decydentów w tej branży, do władz. Oczywiście przy założeniu, że robił to Artysta i uznał taki obiekt, papier, instalację, Performance czy wreszcie Appearance, za Dzieło – bo wszystko, co robi Artysta jest Sztuką – jeśli za nią ją uzna. W moim rozumieniu. Tu wtrącę chociażby najnowsze akcje »skargowe« w polu sztuki Kamila Wnuka. Oczywiście oprócz takich klasycznych moich i KK [»Sztuka Ministerstwa Kultury i Sztuki« I i II].
A więc powstaje tu fundamentalne pytanie, kogo możemy uznać za Artystę?
Żeby skrócić tę logikę – chyba nikt tu z obecnych, znając moją działalność, nie powie, że ja Artystą nie jestem?!
Co do K. Wnuka, to ta sprawa jeszcze się na razie krystalizuje.
»Sztuka Krytyczna« to walka z instytucjami, politykami, w rezultacie z nieobznajmionym społeczeństwem – na polu sztuki i poza, a pochodne tej walki (pisma, wypowiedzi, filmy, artefakty, kontestacje, demonstracje, wystawy, itp.), to Obiekty Sztuki! Będę nazywał taką Sztukę Krytyczną »twardą«. Przykład Hansa Haackego podawany przez Sławomira Marca jest jak najbardziej na miejscu.
Jak powiedziałem, spora większość produkujących Sztukę i ją obsługujących uważa, że TAKA »Sztuka Krytyczna«, to nie Sztuka… że to tylko publicystyka!
Może dwa słowa o tym, na czym znam się najlepiej (jako ekspert), to znaczy o… – na sobie i na KwieKulik. Zofia Kulik znalazła się w książce Sienkiewicza właściwie nie wiem dlaczego. Podejrzewam dla czego, ale to temat na kiedy indziej; dotyczy on tzw. Formy Otwartej i Formy Zamkniętej, o której mówił przed wczoraj na pasjonującym 1. wykładzie o Oskarze Hansenie w Auli ASP na Wybrzeżu siedzący tu po lewej Jan S. Wojciechowski.
Ja dodam, aspekt »forma otwarta-zamknięta« trzeba rozpatrywać tu w kontekście komercji. Forma Otwarta nie jest komercyjna.
Zapomniał może przez swoją wrodzoną delikatność wskazać tylko autorstwo, a i on jest przecież współautorem, propozycji nowego procesualnego „paradygmatu” „zachowania się” osoby, tzn. tak zwanych »Gier« – ja wolę słowo »Działań Naprzemiennych« lub »Współdziałań« – który Hansen, pod nazwą »Gier« zastosował potem (od marca r. 1972) w formie ćwiczeń makietowych dla swojej dydaktyki akademickiej (i skończył bodajże w r. 1973).
Warto może dodać, że makiety ograniczały się do zagadnień architektury i urbanistyki. Wojciechowski uznał ten okres za najciekawszy u Hansena – przez swoją wrodzoną skromność z kolei nie powiem, że autorem tych wieloosobowych „Działań naprzemiennych” byłem ja! I nie na terenie dydaktyki, a na terenie Sztuki! Byłem już wtedy dyplomowanym Artystą!
„Paradygmat”, dokumentację na kolorowych slajdach, stworzył Pr. Kwiek (Dyplom), rozwijała Z. Kulik (Dyplom), a kontynuowały Zespoły: pierwszy – tzw. »Kwieki« (Zofia Kulik, Przemysław Kwiek, J. S. Wojciechowski), co zaowocowało filmem 35 mm niefortunnie nazwanym przeze mnie »Forma Otwarta« (luty 1971). Hansen nie miał z filmem nic wspólnego, a na pewno nie uczestniczył w jego powstawaniu, jak niektórzy sądzą. Potem formę „Kwieków” (slajdy, „ruchy”, naprzemienność) jako formę naturalną, zastaną, ale już do swojej tematyki i celów („Rozmowy”) stosowała inna grupa tzw. »Guty« (Wiktor Gutt, Waldemar Raniszewski, Grażyna Doba). Także »poza« Hansenem!
Hansen, Kowalski, „Gutty”, J. S. Wojciechowski spotkali się jeszcze raz w 1975 roku na planie filmu Andriejewa w akcji zbiorowej w Skokach pod Poznaniem, ale to już „nie melodia” KwieKulik.
Oceniam ten film jako nieporozumienie. Film przykleja autorstwo „paradygmatu” do Hansena pod nazwą »Gry«.
Profesor został przy swych makietach, gdzie dalej obowiązywały kryteria oceny decyzji studentów, opracowane przez niego w Jego długim szeregu znakomitych, racjonalnych ćwiczeń rozbijających na czynniki pierwsze »czaso-przestrzeń«, »bryły i płaszczyzny« i psychologię percepcji.
Oceny »źle-dobrze« były surowo »wydawane« – stawiane wdg. Jego ścisłych formalnych kryteriów, każde dotyczące jakiegoś aspektu uwypuklonego przez Jego konkretne »ćwiczenie«. To te »ćwiczenia« były nowatorskie! Co to ma wspólnego z tematem „Sztuka Krytyczna”? Bo krzewiły one czystą merytorykę. A „merytoryka” w tamtych czasach, niepodlana żadnymi sosami ideologicznymi była „krytyczna” z natury rzeczy, była podejrzana. Była »okcydentalna«!

Wracajmy.

Gdy tymczasem KwieKulik, podmiot książki o Polskiej Sztuce Krytycznej wspomnianego wcześniejszego Truszkowskiego, z książki Sienkiewicza wyparowali!
I to pomimo niedawnego ukazania się tej monumentalnej dokumentalnej „Księgi” KwieKulik, gdzie co kartka, to prezentacje »Sztuki Krytycznej« w czystej »twardej« postaci – poparte autentycznymi dokumentami. W sumie ponad 1900 skanów! W komputerze po pracach redakcyjnych zostało do porządkowania kilkanaście tysięcy plików!
Ciekawe dlaczego wypadli? Ale i wiele innych nazwisk zasługujących na miano „Krytyczni” wypadło – całe pokolenie!? Dam niedługo przykłady.
Czyżby z tego powodu, że publikację zamówiło i finansowało Warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej [MSN]?

A więc byłyby tu dwie przyczyny:

1. Pierwsza. Po zdaniu funkcji dyrektorstwa »Zachęty« Anda Rottenberg została dyrektorką »Muzeum w budowie«, teraźniejszego MSN-u. A czy Państwo wiecie, że był wtedy powołany zarząd programowy planowanego Muzeum (nazwisk nie będę wymieniał, bo są znane), który napisał i ogłosił nawet założenia programowe przyszłego Muzeum? W których np. Muzeum miało się zajmować Sztuką i taką wystawiać, powstałą bodajże po roku 1987 – i tylko taką kolekcjonować!? Dekada lat 70-tych wyparowała. Niebywałe!
Żeby nie być gołosłownym zacytuję tu fragment mojego tekstu – »Anegdoty« z wtorku 26.09.2006:
»(…) na koniec, o jednej rzeczy, która mnie teraz bardzo niepokoi. W Warszawie, w bardzo złym miejscu, obok Pałacu Kultury, będzie budowane Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Nikt się nas nie pytał o nic. Jakie ma być. Po co. Dla kogo. A rzecz jest warta 90 milionów dolarów! Amerykańskich, nie Kanadyjskich. Powstał przez nikogo niewybierany samozwańczy Komitet Programowy. Oceniam to jako bezczelny skok na kasę. Proszę sobie wyobrazić, że to grono, pod kierownictwem Andy Rottenberg, ustaliło, że przyszłe Muzeum będzie się zajmować tylko sztuką powstałą po roku bodajże 1987 i taką też będzie kolekcjonować. Ja, KwieKulik, Świdziński, Piegza, Anastazy, Warpechowski, Konieczny, Rylke, Piekarczyk, Paweł [mój brat], Piotrowski, Partum i wielu, wielu innych, nie znajdzie się w ogóle w centrum działania tego Muzeum?
A są to ci, którzy stanowią właśnie legitymację dla takiego Muzeum! Stanowią legitymację Polskiej Sztuki Nowoczesnej! Kanadyjczyk Richard Martel, niekwestionowany znawca Sztuki Procesualnej i związanych z nią instytucji powiedział [ironicznie]: „Czy to będzie Muzeum dla Sztuki, czy dla Artystów?”. Jak na razie, szykuje się „Muzeum dla Sztuki”, ale, co gorsza, dla sztuki takiej, jaką uznaje jedna osoba i grono „prawdziwych” artystów debiutujących w okolicach właśnie roku 1987. Anegdota ta odczytana była podczas mojego wystąpienia na Festiwalu „W Kontekście Sztuki/Różnice”, 28.09.‑01.10.2006, w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki w Warszawie 01.10.2006«. Koniec cytatu.
Niestety, jak się potem dowiedziałem od Bartka Łukasiewicza, realizującego katalog z tej Imprezy, katalog został ocenzurowany przez kuratora Jana Świdzińskiego – tekst ten nie znalazł się w książce, zamiast niego zamieszczono niepotrzebnie moją rutynową notkę.

2. Druga przyczyna. W książce »Przeciąg, teksty o sztuce polskiej lat 80-tych« z r. 2009 publikującej teksty Andy Rottenberg, Kol. Sienkiewicz przeprowadza z autorką wywiad w r. 2008.
Teraz zacytuję dokument, który umieściłem na Facebooku na swojej osi czasu: fragment korespondencji z Karoliną Plintą vice redaktorką Magazynu »Szum«, zresztą tu obecną.
Dokument, jakby się kto pytał, jest fragmentem mojej »twardej« »Sztuki Krytycznej«.
Cytuję: »Anegdota 2015.02.17 wtorek, z cyklu „Rozdzielenie Farby od Anegdoty” (fragmenty).
Moja odpowiedź, 18.02.2015 13:25
Kol. Karolino [Plinta]! (…) Z drugiej strony, mając na względzie umieszczenie ostatnio ni w pięć ni w dziewięć reprodukcji mojej instalacji z krat stalowych w książce Karola Sienkiewicza „Zatańczą ci co drżeli – polska sztuka krytyczna”, jako ubarwienie „klimatyczne”, poświęconej zasadniczo tylko tzw. „cielsku”, czyli „Kowalni” – gdy na prosty rozum ja właśnie jestem klinicznym przykładem „Sztuki Krytycznej”, czyli realnego angażu Artysty w „Kawkowski” świat (…)
taka np. „układowa” Anda Rottenberg, wieloletnia funkcjonariuszka państwowa Ministerialno-Zachętowa „od Sztuki”, uważa, że „takiego Artysty jak Pr. Kwiek nie ma!” (jak i wielu innych); na piśmie (!) formułuje arogancki i ignorancki donos środowiskowy i to publicznie dopiero w r. 2008 (!) – że KwieKulik byli w stanie wojennym „łamistrajkami” i wspierającymi WRON-ę (Jaruzelskiego) – wtedy także działający na korzyść, jak się pogardliwie wyraziła: „całego tego postkonceptualnego towarzystwa”!
Rozumiem, że to określenie dotyczyło też innych, walczących od hen dawna o swoje, o swój nowoczesny, alternatywny, niekonwencjonalny image artystyczny – bez względu na czas wojenny czy nie wojenny.
Rozumiem, że ten „polityczny donos” ustnie, czyli skrycie, był rozpowszechniany przez Nią od początku, tzn. najpierw „w podziemiu” Stanu Wojennego, a potem długo, długo, długo „za wolności”. Myślę, że aż do dzisiaj młodemu środowisku wygodnie tej skamieliny nie rewidować. Albo nie są w stanie tego zrobić merytorycznie! Śle sygnał do społeczeństwa – wespół z innym „przegranym krytykiem” (określenie Pr.K.) i „szkodnikiem” (określenie „Raster” i Pr.K.) Andrzejem Osęką (do niedawna w „Wyborczej”), który mszcząc się (za co? – patrz archiwum KK) ocenił publicznie moje prace jako „dno”. Oto rezultaty: w takim np. „układowym” „Obiegu” jestem nieobecny w jego „pierwszych setkach” Artystów. „Obieg”, Internetowe pismo o Sztuce, jest finansowane z pieniędzy Ministerstwa. Nieobecny także w „prestiżowym” rankingu „Rzeczypospolitej”, itd.!
Przecież to kpina i kryminał! Jest pewne, że któregoś pięknego poranka, jak to miało miejsce w USA, ten „artystyczny makkartyzm” (McCarthyism) [autorstwa Andy Rottenberg] co do mojej osoby (i nie tylko!) nagle padnie z hukiem!«
Koniec cytatu.

Słała sygnał w tym wywiadzie wtedy w r. 2008 i do Kol. Sienkiewicza bezpośrednio – z dala młody Kolego od tych zagubionych »łamistrajków« i kolaborantów!
A te „całe postkonceptualne towarzystwo” przypomina mi jako żywo – Państwo może tego nie znają – szeroko w swoim czasie odebrany artykuł szefa Galerii Foksal Wiesława Borowskiego: »Pseudoawangarda« – wtedy galerii »wentylowego« monopolu na Awangardę w PRL-u. Ukazał się on w monopolistycznej PRL-owskiej »Kulturze« 23.03.1975, s. 11. W rzędzie inkryminowanych zjawisk autor wymienia (błędnie) »działalności« Prz. Kwieka – chodzi tu o »Działania« [z dużej litery] Zofii Kulik i Przemysława Kwieka. Niebywały, haniebny donos na całe pokolenie niekonwencjonalnej sztuki polskiej lat 70-tych [neoawangardy wdg określenia prof. Stefana Morawskiego, lub właśnie »poskonceptualistów« wdg innych]. Patrz też jego »W odpowiedzi odpowiedziom«, »Kultura«, 22.06.1975.
Przypomnijmy, że »Kultura« była wtedy jedynym największym oficjalnym tygodnikiem skierowanym do inteligencji twórczej i pracowników kultury; oficjalnym organem PZPR-u w tej dziedzinie. Po latach można o Wiesławie Borowskim powiedzieć, że to »przegrany krytyk« – jak i Andrzej Osęka i Anda Rottenberg – wg mojego określenia sformułowanego w artykule »O Galerię Uniwersytecką« zamieszczonego w katalogu Galerii Kont 1992-1995, wydanego przez Galerię Kont ACK UMCS w Lublinie 04.1996, s. 5-6, patrz też w dalszych przedrukach. W artykule tym Borowski nazywa całą tę naszą generację grafomańską plagiatorską popłuczyną Kantora.
A że dyrektorka Muzeum Sztuki Nowoczesnej wywodzi się z Foksalu, a nie wiem, czy odcięła się od przekonań swego byłego szefa, to wygląda na to, że koło się zamyka… Dość dygresji.
Między innymi – kto jeszcze został wykluczony z anglojęzycznych i innych książek Andy Rottenberg ustalających polski „kanon” w oczach cudzoziemców?
Jeszcze raz odwołam się do cytatu z innej mojej Anegdoty – cytat: »Anegdota, niedziela 22.03.2009, 15.00 (…) Na łamach „Magazynu” „Dziennika” (21‑22.03.2009, s.12, 13) niejaka Renata Kim (pierwszy raz słyszę) przypomina ni w pięć ni w dziewięć nie wiedzieć po co Andzię (Rottenberg) jałowym wywiadem: „Już bardziej napluć na mnie nie można” (można, można, co niniejszym czynię). R. Kim pyta debilnie: „Anda Rottenberg, która od kilkudziesięciu lat trzęsie polskim światem sztuki, nie ma poczucia sukcesu?”. To zdanie powinno brzmieć: „Anda Rottenberg, która od kilkudziesięciu lat knoci polski świat sztuki, nie ma poczucia klęski?”.
„Trzęsie” – bo się zkicham! Oto, poddani anihilacji w jej opasłym tomisku pod tytułem: „Sztuka w Polsce 1945‑2005” z recenzją wewnętrzną prof. dr hab. Marii Poprzęckiej, szefowej Historii Sztuki na UW!
Uwaga, będą 42 nazwiska artystów i 13 krytyków, kuratorów!
Artyści: Tomasz Sikorski, Paweł Kwiek, Przemysław Kwiek (byłem wymieniony tylko z okazji KwieKulik, nie prezentowany jako indywidualny artysta), Jan Rylke, Jan Piekarczyk, Władysław Kaźmierczak, Piotr Wyrzykowski, Wojciech Kowalczyk, Marek Konieczny, Ryszard Ługowski, Anastazy Wiśniewski, Jan Świdziński, Leszek Przyjemski, Jacek Malicki, Kamil Sipowicz, Andrzej Zuzak, Jacek Gulla, Ewa Zarzycka, Małgorzata Doraczyńska, Zygmunt Piotrowski, Janusz Bałdyga, Jacek Kryszkowski, Andrzej Mitan, Waldemar Petryk, Zdzisław Kwiatkowski, Waldemar Tatarczuk, Romuald i Anna Kuterowie, Paweł Freisler, Wiktor Gutt, Waldemar Raniszewski, Piotr Bernacki, Studio Kompozycji Emocjonalnej (Zbigniew Jeż, Wojciech Sztukowski, Jerzy Ryba, Grzegorz Kolasiński), Grupa Lucim, Bogdan Chmielewski, Restauracja Europa (Piotr Gajda, Gordian Piec), Darek Fodczuk, Ewa Świdzińska, Jolanta Marcolla...
Krytycy, kuratorzy: Małgorzata Winter, Łukasz Gorczyca, Michał Kaczyński, Henryk Gajewski, Łukasz Guzek, Krzysztof Żwirblis, Kazimierz Piotrowski, Maryla Sitkowska, Jola Gola, Andrzej Kostołowski, Stefan Morawski, Grzegorz Dziamski, Wiesław Smużny…«.
Koniec cytatu.

Jak wynika z cytatu – i studentów Historii Sztuki [prof. M. Poprzęcka] »młotkuje« się u zarania (termin A. Lachowicza). A kogo jeszcze nie wymieniłem…?
Znowu dygresja: Bóg mi świadkiem, słyszałem wypowiedź na WOT-cie Pani prof. Poprzędzkiej o Jej drodze do krytyki – że zainteresowała się Sztuką około roku 80-tego. A więc lata siedemdziesiąte – czarna dziura! Ktoś powie, że to nie problem, bo można wiedzę uzupełnić z…, no właśnie – tylko że żadnych materiałów wtedy nie było o bieżącej nietradycyjnej działalności krytycznej alternatywy – może jakieś zasmarkane ksero; przepraszam, ale i na ksero trzeba było mieć zezwolenie cenzury – służę dokumentami!
Jak było wtedy naprawdę, i to pół dekady później, dowiesz się z rewelacyjnych materiałów wizualnych z »Dziekanki« zamieszczonych dopiero ostatnio przez Tomka Sikorskiego na Jego blogu!
Wtedy wiedzieć – to trzeba było uczestniczyć »na żywo«!
Ja tam nie widziałem „uczestniczących” prof. Poprzędzkiej i Kol. Rottenberg. Tę ostatnią ze swoim Artystą można w tej dokumentacji Tomka obejrzeć, i tylko, na jednym z wielu równorzędnych i tak samo »ważnych« wydarzeń programowych »Dziekanki« – wśród wieloletnich wydarzeń realizowanych właśnie przez »całe te postkonceptualne towarzystwo«!
Ja, na miejscu Kol. Rottenberg, gdybym został dyr. Narodowej Galerii Sztuki »Zachęta« i to »za wolności«, całą pierwszą kilkuletnią kadencję poświeciłbym na odrabianie cywilizacyjnych zaległości zaszłych nie z winy nowoczesnych Artystów lat 70-tych i 80-tych – wydawał bym źródłowe katalogi, organizował bym przyzwoite wystawy nowe i odtwarzał te, które gdzieś tam odbywały się w garażach, czy studenckich »niepoważnych« Galeriach, kręcił bym filmy, itd. Uratował bym wiele równorzędnych Zachodowi zjawisk, nie mających wcześniej szans na zaistnienie w masowej Kulturze kraju. A wielu dzisiaj dalej nieznanych Artystów już nie żyje! Koniec dygresji.

A oto jeden z owoców tych naszych niecnych – niegodnie i po prostu głupio w tym wywiadzie przedstawionych, »łamistrajkowych« niezależnych posunięć z początku stanu wojennego, niezależnych i od ówczesnych, tak czasem zwanych »Ciotek rewolucji«!
Uratowaliśmy 150 egzemplarzy »Sztuki« redagowanej przez nowy, już Solidarnościowy zespół!
W niej to miała się ukazać po raz pierwszy dokumentacja autorska nasza i »całego tego postkonceptualnego towarzystwa« (i w tej »Sztuce« się ukazała!). Po pismach-apelach do generała W. Jaruzelskiego (które przeraziły resztę machiny urzędniczej), ministra kultury J. Tejchmy, Sejmu, itp. uzyskaliśmy zgodę na otrzymanie dla celów archiwalnych 150 egz. miesięcznika »Sztuka« nr 4/81 z materiałami naszej Pracowni Działań Dokumentacji i Upowszechniania [PDDiU], z pierwszą w Polsce prezentacją sylwetki Josepha Beuysa, z »wolną« dyskusją redakcyjną, w której prof. Stefan Morawski powiedział o KwieKulik, że wcześniej – czytaj »za niewoli« – produkowali to oni właśnie »zjawiska artystyczne, które chwytały za gardło«. Czyli wielka promocja KK i objawienie Ich, a zwłaszcza tej procesualnej pragmatyki jako Sztuki, na oficjalnej scenie artystycznej!
Niestety – cały nakład został skierowany na przemiał po wprowadzeniu stanu wojennego.
Cytat z naszego apelu: »…Gdyby doszło do zniszczenia, doszło by do barbarzyństwa – fakt przemiału nakładu magazynu poświęconego sztuce nie jest nam znany w przeszłości gdziekolwiek w normalnych społeczeństwach…«; osobiście odebraliśmy paczki z magazynów Domu Słowa Polskiego w czerwcu 1982.
Takie to byliśmy »łamistrajki«!
Kol. Sienkiewicz, nieprzygotowany do wywiadu, nie prostuje, a podrzuca głupoty rozmówczyni.
Ta dokumentacja musiała czekać kilkadziesiąt lat (!) na przedstawienie cząstkowe w naszej »Księdze«; przedstawienie jest do dzisiaj nie pełne, bo pozbawione działu tzw. »Innych«, czyli nie nas: Artystów tej »ontologicznie« przełomowej Sztuki lat 70-tych!
Oto ten »biały kruk«! [autor zdenerwowany wyjmuje z torby i podnosi do góry ten uratowany wtedy egzemplarz „Sztuki”].
Chcieliśmy wtedy też dać swojemu środowisku, po wcześniejszych odmowach założenia Stowarzyszenia tzw. »zwykłego« [urzędowo bardziej »błahego« niż »normalne«], Stowarzyszenie niezależne od ówczesnego Związku Polskich Artystów Plastyków [ZPAP-u] – zresztą zakładane na prawie z 1936r.
W rezultacie tej skrytej nagonki, której rezultaty jak widać do dzisiaj się odbijają, zaczęły nam się osoby wypisywać z listy założycielskiej. A potrzeba było min. 15 osób. Gdy ilość spadła poniżej, trzeba było poczekać na »lepsze czasy«.
W r. 1988 SASI, czyli Stowarzyszenie Artystów Sztuk Innych powstało i ma się dobrze do dzisiaj.
A wszystkie osoby, które się wtedy wypisały, potem się zapisały! Nawet Kol. Robakowski. Dzisiaj SASI liczy ok. 70. osób.
A więc nie tradycyjny ZPAP blokował „nowe”, chcące się »uobywatelnić« bez względu na »Stany Wojenne«, a »światły« historyk sztuki, który po latach utrwalił się społecznie jako »ekspert« z monopolem na wszelkie wyrocznie.
Powtórzę raz jeszcze: kpina i kryminał!
Jest bardzo bogata dokumentacja tych faktów, gdyż od końca lat 60. postawiłem min. na totalną dokumentację, twierdząc, że tylko w ten sposób można »utrwalić« pojawiającą się wtedy w Sztuce w Polsce (i na świecie) efemerę. Przydało się jak widać. To nic innego jak historia.

Żądam przeprosin od Andy Rottenberg i akolitów i zadośćuczynienia dla mnie i dla innych!
I końca tych żartów ze »Sztuką Krytyczną« – Kol. Sienkiewicz przy pomocy MSN-u niech wyda drugi tom, lub ten poprawi, poprzez dokooptowanie Artystów działających od końca lat 60-tych. Niech zredefiniuje pojęcie »Sztuki Krytycznej« – »cielsko« niech sobie będzie, ale także protesty, skargi, krytyka przez Artystów sezonowych paradygmatów artystycznych, obyczajowych, religijnych, umysłowych i politycznych – też niech będą! I także, wzorem Europejskim i Amerykańskim, niech będzie i krytyka »Sztuki Krytycznej«…
Teraz przekazuję głos i ustępuję miejsca Janowi S. Wojciechowskiemu”.

Pisownia wielkich i małych liter Pr.K. Na podstawie tekstu brudnopisu cytowanego podczas wystąpienia; uzupełniony o parę fragmentów, których w 10-cio minutowej wypowiedzi nie było czasu przedstawić. Tekst ten został opublikowany 16.04.2015 r. na stronie Internetowej: „Forum Nowej Autonomii Sztuki”.

Przemysław Kwiek ©.


zaproszjpg