Punkt Wyszczególnienia Działalności: 230. Appearance 54; „Radiostacja zasiłek” lub "Wieża pesymizmu" — Instalacja /7. metrowa wieża z krat stalowych; na wys. oczu za jedną z krat stoi komputer „recytujący” mechanicznym głosem wyświetlane na monitorze teksty — 3 pokrewne poematy „Pod ziemię” — personalistyczne, samobójcze, indywidualistyczne, napisane wg, wzorca z wieku 19-stego (poemat „Pod ziemię” Kornela Ujejskiego), z rymem i rytmem 12 na 9; jest on otoczony zawieszonym pionowo na wieży „okręgiem wyborczym” z 30. „ślepych” cebul wyborców i 30. wyborców-wiązek siana (okrąg poprzednio leżał –– patrz App. 53 — teraz wisi)/; A.R. Galeria Przyjaciół: lata 1992-1996; Muzeum im. Xawerego Dunikowskiego, Warszawa 25.10-12.1996. (W tle rzeźba Xawerego Dunikowskiego; czas pracy nad 3 "odmianami" wiersza - ok. jednego miesiąca).

Wiersz Kornela Ujejskiego „Pod Ziemię”, tygodnik „Kłosy” nr 1192, str. 277, W-wa 1888 (ten tygodnik zakupiłem i tu zobaczyłem ten wiersz) oraz "Dziennik Mód Paryskich", nr 21, Lwów 05.10.1844, s. 165.

----------------------------
Patrz na dole oryginał.
----------------------------

Pr.K.: POD ZIEMIĘ 1.

Pod ziemię! pod ziemię! daleko od ludzi,
O, byle ukrytej gdzie jamy!
Ich śmiech mnie tak razi, ich głos mnie tak trudzi,
Jak dźwięk prymitywnej reklamy.

    Próg domu bym zbroił ciętymi szybami,
    I rekinem straszył przy wejściu,
    Bym raz już sam został z mojemi myślami,
    Z myślami w szczęściu - nieszczęściu.

By nikt mi gadką codziennego powodu,
Nikt myślą bezmyślną, zbrukaną,
Nie psuł mych marzeń korowodu,
Gdy dumam z schyloną w dłoń głową znękaną.

    I chciałbym być w twardym granicie schowany,
    By nie było ni okien ni bram;
    Miast sklepu, niech widzę błękit mgłą złamany
    I panoramę gór kwietnych gam.

Ślimakiem niech do mnie wspinają się dzwonki,
Orły niech wodzi nieba prowadnica,
Niech czasem piorunów błyskają koronki,
W noc cichą niech mruga mi Niedźwiedzica.

    I byłbym szczęśliwy daleki od mowy,
    Od śmiechów cynicznych szerokich mas,
    Daleki od podłej zawiści, zmowy,
    Kto mocniej i słuszniej wybawiał nas.

l byłbym szczęśliwy, lecz bądźcie niebytem,
Odgrodźmy się długim dystansem;
Gdy wglądnę w pierś wasze, nie pałam zachwytem,
Że ludzkim tańczę kontredansem.

    Nieznany gdy przeskakuję wasz mrówczy rząd,
    Nie wita mnie braterska dusza;
    Myślę, dumny, chmurny, dając dla mej wzgardy kąt,
    Żem jeden bard, co Boga wzrusza,

Otoczcież mnie taką ciszą i pokojem,
Bym słyszał jak duchy bliźniacze
Wieszczym się nad ziemią przestrzenią zawojem
I śpiewne żale nucą i rozpacze.

    A gdy sam zwroty swych dążeń będę zbierać,
    Walki o ciszę nie trzeba potów,
    I ziemia nademną nie będzie uwierać,
    W grobie ziemskich nie ma kłopotów!
------------------
                 
Pr.K.: POD ZIEMIĘ 2.

Pod ziemię! uciec od ludzi, ani chwili!
O, byle cichej gdzie przystani!
Ich śmiech, mnie tak razi, ich głos mnie tak szpili,
Jak brzęk kosy śmiertelnej pani.

    Ostre miecze bym pozawieszał nad progiem,
    I smoka zmieścił przed drzwiami,
    Bym raz już sam został z Bogiem,
    Z Bogiem i z mojemi myślami.

By nikt mi myślą kleistą, wypłowiałą
I gadką codziennego toku,
Gdy dumam z schyloną w dłoń głową zbolałą,
Nie pluł do mych marzeń potoku.

    I chciałbym być skuty hartowaną stalą,
    Pancerzem bez okna dla twarzy;
    Miast kratą, niech oko sycę gwiezdną dalą
    I gwiazdką, co w myślach się jarzy.

Wysoko niech wspina się po mnie winny krzew,
Sok mych myśli korzeń niech pije,
Niech czasem pioruny zagotują mą krew,
Bogini los niech złotem szyje.

    I byłbym szczęśliwy daleko od klaki,
    Od motłochu sądów paradnych,
    Daleko od szkodliwych zawiści, draki,
    Kto pierwszy był w gonitwach stadnych.

I byłbym szczęśliwy, lecz bądźcie przezroczy,
Odgrodźmy się brakiem oglądu,
Gdy widzę wyraźnie, gniew i wstyd mnie mroczy,
że razem czekamy ostatniego sądu!

    Nieznany gdy trącam wasze tłumne zbory,
    Nikt bratni ze mną nie współczuje,
    Poczynam ze swą wzgardą a dumą twory,
    Że prawicą, jak Bóg kreuję.

Z pokoju i ciszy ukryjcie mnie schowie,
Gdzie duchy bliskie skrzydłami szeptają
I swe żale śpiewne, jak trzej królowie,
Z dali niosą i jako prezent dają.

    A gdy nikt mych dążeń nie poprze celów,
    Do ciszy droga płytka,
    Pod ziemię na metr bez ceregielów
    I drewniana, zapomniana skrytka!
-------------------

Pr.K.: POD ZIEMIĘ 3.

O, daleko od ludzi! byle z dala!
Pod ziemię! w byle cichy kąt,
Ich bycie tak przeraża, ich masa tak zniewala,
Jak uporczywy, nie leczony trąd.

      Z dwoma złymi brytanami trzeba by żyć,
      I pułapkę stawiać przed wchodem,
      By w domu, samotnie, tylko z Bogiem być,
      Z Bogiem i swych myśli pochodem.

By nikt mi dzień po dniu nie truł koło ucha,
Nikt myślą jałową i zdartą
Nie plątał, nie porwał mych marzeń łańcucha,
Gdy dumam z głową w dłoń podpartą.

    I chciałbym mieć chełm z ołowiu, tak wielki,
    By pokrywał ciało do dołu;
    Spodem, niech widzę świeżej rosy kropelki
    Na różach kwietnego cokołu.

Wonnościami niech do mnie wzdychają lilie,
Pegazy tuż obok się pasą,
Niech czasem noc zakłada błyskawic kolie,
Lew niech mnie uwodzi swą rasą.

    I byłbym szczęśliwy zdała od motłochu,
    Od konstytuanty większości,
    Od problemów, jak duże zmniejszać po trochu,
    Jak wielkie sprowadzać do małości.

I byłbym szczęśliwy, lecz niech postać wasza,
Jak dzień chrztu, w pamięci się zatrze,
Bo wstyd mi i razi mnie, jak w bucie kasza,
Że gram w kiepskim ludzkim teatrze.

    Nieznany, gdy zwiedzam wasze mrowie tłumy,
    Nie klaszcze mi nikt normalny
    I twierdzę, w myśl racji mej wzgardy a dumy,
    Żem Boży śpiewak i genialny.

Zbudujcież mi wieżę z ciszy i spokoju,
Bym mógł się w niej zamknąć i słuchać,
Jak duchy pokrewne, w molowym nastroju,
W róg wieszczy zaczynają dmuchać.

    A gdy nikt mych dążeń wespół nie poddźwignie,
    Mnie cisza po dźwięku odszuka,
    Gdy zechcę zamrzeć w wieczystej malignie
    Usłyszy, jak śmierć do mnie puka!
---

radiostacjazasilek3_1jpg


ORYGINAŁ: Kornel Ujejski.

POD ZIEMIĘ!

Pod ziemię! pod ziemię! daleko od ludzi,
O! byle cichego gdzie chronu.
Ich śmiech mnie tak razi, ich głos mnie tak trudzi
Jak pobrzęk grobnego podzwonu.

Próg domu nabiłbym ostrymi kolcami,
I lwa bym umieścił przed progiem,
Bym raz już sam został z mojemi myślami,
Z moimi myślami i z bogiem.

By nikt mi gadkami codziennych wydarzeń
Nikt myślą zbrukaną, jałową,
Nie psował świecące obrazy mych marzeń
Gdy dumam z schyloną w dłoń głową.

I chciałbym mieć grodziec z twardego granitu,
By nie miał ni okien, ni wchodu;
Miast dachu niech widzę sklepienia błękitu
I wierzchy drzew kwietnych ogrodu

Powojem niech do mnie wspinają się róże,
Orłowie po niebie niech lecą,
Niech czasem pioruny płomienią się w chmurze,
W noc cichą niech gwiazdy mi świecą.

I byłbym szczęśliwy daleki od wrzasków,
Od śmiechów cynicznych motłochu,
Daleki od podłych zawiści niesnasków,
Kto głębiej zanurzył skroń w prochu.

I byłbym szczęśliwy, lecz niech was nie widzę
Od grodźmy się morzem dalekiem,
Gdy wglądnę w pierś waszą, raz pierwszy się wstydzę
Że byłem zrodzony człowiekiem.

Nieznany gdy błądzę w waszym mrowim tłumie
Nie wita mnie żaden duch bratni,
A mnie się wydaje w mej wzgardzie a dumie
Żem z bożych proroków ostatni.

Otoczcież mnie takim pokojem i ciszą,
Bym słyszał jak duchy pokrewne
Wieszczemi się skrzydły nad ziemią kołyszą,
I w żale rozwodzą się śpiewne.

A gdy nikt nie wyjdzie naprzeciw mych dążeń,
Mnie ciszy nie szukać daleko,
Pod ręką jest ziemia głęboka na sążeń,
I drewna kawałek na wieko.

---